"Wieloryb i koniec świata" John Ironmonger

9/10
     Okładka przyciągająca wzrok (piękna!), ciekawy tytuł, nieznany mi autor, wydawnictwo Relacja... czy obok takiej książki mogłam przejść obojętnie? Nie mogłam!
     Kornwalijska wioska, kilkuset mieszkańców, cisza, spokój... nic nie zapowiada nadchodzących wydarzeń. Nikt nie spodziewał się, że pewnego dnia morze wyrzuci na brzeg nagiego mężczyznę, ani tego, że w zatoce pojawi się wieloryb. Najpierw mieszkańcy ratują mężczyznę imieniem Joe, a niedługo później pomocy potrzebuje także wieloryb. O ile pojawienie się na plaży zwierzęcia, można jeszcze jakoś wytłumaczyć, o tyle Joe stanowi dla wszystkich zagadkę.
     Szybko dowiadujemy się, że Joe jest analitykiem finansowym, który stworzył wyjątkowy program komputerowy. Dzięki niemu wie, że ludzkości grozi apokalipsa. Poświęca się więc, aby uratować tę małą wioskę przed szalejącym wirusem i konsekwencjami załamania się gospodarki.
     Cóż to jest za powieść! Znalazłam w niej wszystko co cenię w dobrej lekturze. To misternie utkana historia z odpowiednią dawką humoru, mroku i nienachalnym wątkiem miłosnym. Z jednej strony lekka, a z drugiej przytłaczająca wizja apokalipsy. Jest w niej pokazana siła przyjaźni i zjednoczenie w obliczu katastrofy. Zmusza też do myślenia, wprowadzając pewnego rodzaju niepokój, bo przecież to o czym napisał autor, może się wydarzyć.
     "Wieloryb i konec świata" Johna Ironmongera należy do książek, o których, nawet jeśli bardzo by się chciało, nie można zapomnieć. Cieszę się, że ją przeczytałam i teraz mogę Wam polecić. Czytajcie!

Wydawnictwo Relacja
Stron: 432
Tytuł oryginału: Not Forgetting The Whale

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Lato tajemnic" Tess Gerritsen

"Połamany celibat" Monika Białkowska

"Proste równoległe" Agata Romaniuk