Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wydawnictwo Czarne

"Moje zmory" Gwendoline Riley

Obraz
5/10      Za mną kolejna powieść Wydawnictwa Czarne. Po przeczytaniu książki "Moje zmory" Gwendoline Riley, wiem już na pewno, że kocham to wydawnictwo tylko za reportaże.      Bridget to kobieta, która na pozór prowadzi uporządkowane życie. Jednak jej codzienność naznaczona jest cieniem dzieciństwa spędzonego w rodzinie, gdzie emocjonalna manipulacja, egoiz i osamotnienie były na porządku dziennym. Jej matka, Henia, jest pełna sprzeczności - apodyktyczna, pozbawiona empatii, ale jednocześnie głęboko samotna. Ojciec Bridget z kolei jawi się jako człowiek narcystyczny, samolubny i wyrachowany, traktujący swoje dzieci w sposób instrumentalny.      Struktura książki jest fragmentaryczna, czyli historia nie rozwija się linearnie, tylko przypomina migawki z przeszłości i teraźniejszości. Delikatnie mówiąc, nie jest to moje ulubione rozwiązanie i czytanie tak skonstruowanej powieści bardzo mnie zmęczyło. Nie potrafiłam wejść w tę opowie...

"Wszystkie moje rewolucje" Négar Djavadi

Obraz
6/10      Powieść Négar Djavadi pt. "Wszystkie moje rewolucje" wzięłam w ciemno, bez zastanowienia i jakichkolwiek oczekiwań. Okazała się niezwykle poruszająca książką, w której historia bohaterki splata się z burzliwymi wydarzeniami politycznymi i społecznymi XX i XXI wieku.     Główna bohaterka, Iman, dorasta w Paryżu jako córka irańskich imigrantów. Choć wychowuje się we Francji, jej tożsamość rozdarta jest między dziedzictwem przodków, a zachodnimi wartościami, które nie zawsze okazują się tak otwarte, jak mogłoby się wydawać. Iman jest queerową kobietą, która musi mierzyć się z poczuciem obcości - zarówno w rodzinie, jak i społeczeństwie. Opowieść o sobie i przodkach snuje w poczekalni kliniki leczenia niepłodności.      Djavadi stosuje dynamiczny, fragmentaryczny styl, w którym teraźniejszość miesza się ze wspomnieniami, a narracja skacze między różnymi momentami życia bohaterki. Język powieści jest surowy, można powiedzieć, że b...

"Królikarnia" Tess Gunty

Obraz
8/10      Są książki, po przeczytaniu których, napisanie recenzji przychodzi mi łatwo i słowa falami wylewają się na papier. Są też książki takie jak "Królikarnia" Tess Gunty.       Przenieśmy się do wymierającego amerykańskiego miasteczka, a konkretnie do kompleksu mieszkań nazywanego Królikarnią. To tutaj mieszka większość bohaterek i bohaterów książki. Najważniejsza jest nastoletnia Blandine. Dziewczyna przeszła w życiu wiele, a w egzystencji pomaga jej fascynacja średniowiecznymi mistyczkami. Poznajcie też Joan Kowalski, która ma dość nietypową pracę. Warto też zastanowić się czy światowej sławy aktorka, może znaleźć czas na wychowanie syna i być dobrą matką. I co ten mężczyzna poczuje po jej śmierci?       W książce przewija się wiele postaci. Autorka nie wszystkim poświęciła tyle samo uwagi, ale jest to przemyślana i spójna opowieść. Historia dramatyczna, smutna i refleksyjna. Ukazuje życie takim, jakim jest, a z macier...

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" Mariusz Szczygieł

Obraz
8/10      Reportaże, reportaże... nigdy mi się nie znudzą. A kto jest królem gatunku? Oczywiście Mariusz Szczygieł! Ostatnio przeczytałam jego książkę "Niedziela, która zdarzyła się w środę". Było warto!      Piętnaście krótkich historii z lat dziewiędziesiątych. W tamtym okresie chodziłam już do szkoły podstwowej, więc sporo pamiętam. Tym bardziej z przyjemnością zagłębiłam się w lekturę. Przeczytałam o dramatach ludzi zwolnionych z pracy i tych piszących listy do Rzecznika Praw Obywatelskich. Zaciekawiły i rozbawiły mnie ogłoszenia z 1993 roku. Informacje o nowych słowach w języku polskim, znalazłam w reportażu "Pokaż język".      Najciekawsza dla mnie jest opowieść o powstaniu bazyliki w Licheniu. Rosła ona bowiem na moich oczach. Pamiętam też produkty z firmy Amway, które pewnego dnia pojawiły się w moim domu. O tej firmie i mydleniu ludziom oczu też przeczytacie. Najbardziej rozbawił mnie tekst pt. "Onanizm polski", jak na ta...

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz

Obraz
7/10      Letnia aura i żar lejący się z nieba, nie powodują u mnie ochoty na lżejszą literaturę. Wręcz przeciwnie! Dlatego właśnie przeczytałam reportaż Swietłany Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Tym samym poznałam styl pisania laureatki Literackiej Nagrody Nobla z 2015 roku.      Czy wojna, poza tym, że samo słowo jest rodzaju żeńskiego, kojarzy się z kobietami? Moim pierwszym skojarzeniem jest żołnierz - mężczyzna z karabinem. Po lekturze książki trochę się pozmieniało, ponieważ "usłyszeć" w niej można głosy kobiet, które przeżyły wojnę nie w domu, ale często na pierwszej linii frontu. To opowieść ówczesnych dziewcząt z Rosji, Białorusi i Ukrainy, wierzących w zwycięstwo ZSRR nad Niemcami.      Z każdej strony tej książki wylewa się ból i ogromne cierpienie. Kobiety biorące udział w wojnie służyły na różnych stanowiskach. Nie ma jednak znaczenia czy była to pielęgniarka, czołgistka, strzelczyni wyborowa, party...