"Sen o okapi" Mariana Leky
4/10
Recenzję powieści "Sen o okapi" Mariany Leky zacznę nietypowo, bo od krótkiej historyjki ze mną w roli głównej. Jak może niektórzy z Was wiedzą, a jeśli nie wiedzą, to właśnie się dowiadują, razem z moim serdecznym przyjacielem @mr.qulturalny prowadzimy Dyskusyjny Klub Książki. Wiąże się to z tym, że mam dość duży wpływ na to, jakie książki będziemy czytać i omawiać. Zachęcona pozytywnymi opiniami, wysoką oceną i wszechobecnym zachwytem uznałam, że "Sen o okapi" będzie doskonałym wyborem. Oczywiście powiedziałam naszym klubowiczkom i klubowiczom, że jest to hit i będą zachwyceni. I co się okazało? Że jednak niekoniecznie...
O czym jest powieść? Postaram się choć trochę nakreślić fabułę, aczkolwiem ja tam większego sensu nie widzę. Babcia Luizy, Selma, miewa prorocze sny. Zawsze kiedy śni jej się okapi, ktoś z wioski umiera. Kobieta ma wieloletniego przyjaciela, który chciałby wyznać jej miłość, ale nie potrafi. Dziewczynka również ma kogoś bardzo bliskiego, ale sen o okapi przerywa tę więź.
Wszyscy mieszkają w wiosce i niewiele się tam dzieje. Sa dwa wydarzenia, które powinny wnieść coś do powieści, ale tak się nie dzieje. Jest monotonnie, czas płynie powoli, a ja z całych sił starałam się zmusić do przeczytania kolejnej strony. Dramat!
Żeby nie było aż tak negatywnie, to pies jest fajny. Pojawia się też motyw pracy w księgarni, który przywołał u mnie miłe wspomnienia. I to by było na tyle. Jestem tą książką tak zmęczona, że nie mam siły więcej o niej pisać. Nie polecam!
Wydawnictwo Otwarte
Stron 352
Tytuł oryginału: Was man von hier aus sehen kann
Komentarze
Prześlij komentarz